Archiwum 23 sierpnia 2020


sie 23 2020 m, em i M
Komentarze (4)

Strata.

 

Pragnienie posiadania, które przeżyło zawód. Niedoceniana obecność, której zniknięcie czyni pejzaż życia nieznośnie pustym lub przynajmniej wybrakowanym. Coś, co było, istnieje nadal, ale stało się częścią innego świata. A nawet jeśli nie istnieje, bo zmieniło wymiar, jak potocznie zwykło się mówić, gdzieś musi się znajdować albo w czymś trzeba je umieścić, bo próżnia to pojęcie fizyczne, dla życia w dużej mierze jednak teoretyczne.


Coś nigdy nie jest czyjeś. Może się takie wydawać, ale nie należy ani do przedmiotu, który jest w posiadaniu, ani – co najmniej w tym samym stopniu – do tego, co podobno posiada. To jest czysta mistyfikacja. Zepchnięcie odpowiedzialności na inny obiekt. Gdyby traktować każdy osobny przedmiot jako posiadający zespół cech, takich jak: kolor, kształt, zapach, gęstość, ciężar, temperatura, to są to cechy immanentne. Mogą ulegać zmianie, zależnie od czynników zewnętrznych, ale należą do przedmiotu niezależnie od jego woli i zamiarów. A więc przedmiot posiada je tylko o tyle, o ile zostały mu dane. Czy można to zatem komuś przekazać lub ofiarować? Aktem woli, owszem, ale tylko nim. Można powiedzieć, że to wystarczający dowód możliwości ofiarowania. A w jakich warunkach takie ofiarowanie następuje? Dlaczego coś ma się zawierać w czymś innym, zachowując jednocześnie swoje indywidualne cechy, zawsze inne od charakteryzujących drugi przedmiot. Przedmioty współistnieją w czasie i przestrzeni, ale inny rodzaj istnienia dotyczy dwóch tkwiących obok siebie głazów narzutowych, a inny dwojga ludzi. Głazy wchodzą ze sobą w interakcję tylko i wyłącznie w wymiarze nieznanym ludzkości albo wskutek rozwiniętej empatii kolejnego obiektu, który skoncentruje na nich uwagę, próbując sobie wyobrazić ich koegzystencję. Na pewno jednak podlegają sile grawitacji i powoli poddają się procesom erozji. Ale czy to wszystko? A jeśli wszystko, czy podlega to ocenie?

 

"A jebał to pies!"

 

Gdy tracisz, cierpisz. Nawet jeśli tak naprawdę niczego nie posiadałeś, bo jest to niemożliwe. Może po prostu trzeba na tym zakończyć. Nie obwiniać nikogo za to, że przestaje do kogoś pozornie należeć, a także nie niszczyć siebie za to, że nie nastąpiło całkowite przekazanie.

 

Może jedyną trwałą prawdą o istnieniu jest jego wieloaspektowa nietrwałość. Czyli zmienność. Bo stan skupienia, choć też chwilowy, bywa o wiele trwalszy, niż czas posiadania.

 

 

 

P.S.: Pisałem powyższe 7.08.2020, nie wiedząc jeszcze, że to dzień rocznicy kolejnej straty. Wiedza przyszła kilka dni później, podobnie jak refleksja, że każdy dzień kalendarza jest rocznicą Jakiejś Straty. Co więcej, skomasowaną.

 

tattwamasi